
Grażyna Harmacińska – Nyczka (1926-2017)
Wielu ludzi ma takie swoje miejsce na ziemi, które dla postronnego obserwatora nie jest niczym szczególnym, dla osoby zainteresowanej jest miejscem wyjątkowym. Dla Grażyny Harmacińskiej-Nyczki takim genius loci był na pewno Zagórów - rodzinna miejscowość jej babki i matki.
Takim miejscem była też Słupca, w której 11 czerwca 1926r. przyszła na świat jako najstarsze dziecko Andrzeja i Eugenii z Wysokowskich. Takim miejscem był Szczecin, w którym mieszkała i tworzyła. Była więc po trosze ... i słupczanką i zagórowianką i szczecinianką jednocześnie. Wtopiona w pejzaż nie była tylko tłem, ale ważnym elementem tej przestrzeni, którą wypełniała swoją barwnością .Gdy przyjeżdżała do nas w letnie miesiące czuliśmy, że naprawdę przyszło już... lato.
Biogram artystki
Zawsze interesował ją kolor, jako dziecko lubiła malować. Kolor ją pociągał, intrygował, fascynował , zachwycał i zachęcał do poszukiwań. Stąd też, mimo zacięcia polonistycznego i natury bardzo analitycznej z niewiarygodną pamięcią do szczegółów ... wybrała studia plastyczne.
Po zdaniu tzw. małej matury w słupeckim gimnazjum (1946r.), potem egzaminu dojrzałości w Żeńskim Gimnazjum i Liceum im. Dąbrówki Poznaniu w 1948r,. została przyjęta do Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Poznaniu. Studiowała tam w latach 1948-1951r. u profesorów: Hipolita Polańskiego i Eustachego Wasilkowskiego oraz Jana Piaseckiego. Studia malarskie kontynuowała w PWSSP w Sopocie w latach 1951-1953 u profesorów: Juliusza Studnickiego i Jacka Żuławskiego.
Dyplom w 1955r. w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku, specjalizacja: malarstwo sztalugowe.
Debiut malarski, jeszcze studentki V roku malarstwa w 1953 r. w warszawskiej Zachęcie był bardzo spektakularnym sukcesem. Otrzymała bowiem II nagrodę za obraz olejny "Wyzwolenie Słupcy"
na ogólnopolskiej wystawie: "10 lat Ludowego Wojska Polskiego w plastyce".
Ten fakt historyczny akurat znała z autopsji. Jako młoda dziewczyna była tamtego pamiętnego dnia na Małym Rynku w Słupcy .Szkic olejny do tego obrazu ofiarowała Muzeum Regionalnemu w Słupcy
W 1953r. osiedliła się w Szczecinie, do którego przybyła ze swoim mężem, artystą malarzem, grafikiem Marianem Nyczką, kolegą z roku oraz koleżankami i kolegami - absolwentami sopockiej uczelni artystycznej . ” Grupa sopocka” bo taki przydomek zyskali okazała się ważnym, kulturotwórczym zjawiskiem nadającym ton środowisku artystycznemu w mieście ,z którym była związana cale swoje życie. Od 1953r. należała do Związku Polskich Artystów Plastyków w Szczecinie. Uprawia malarstwo olejne i akwarelowe
Brała aktywny udział w licznych wystawach okręgowych, ogólnopolskich, okolicznościowych, indywidualnych, zbiorowych i poplenerowych w kraju i poza granicami. Jej prace znajdują się w wielu muzeach, galeriach, instytucjach , na statkach i u osób prywatnych. W jej artystycznym dorobku figuruje kilkadziesiąt wystaw zbiorowych, indywidualnych w kraju i poza granicami.
Uczestniczka wielu plenerów malarskich m.in. w Świnoujściu ,Turno ,Golczewie, Greifswaldzie, Marianowie. Uhonorowana nagrodami i wyróżnieniami.
Jej obrazy znajdują się w zbiorach instytucji państwowych, muzeach, w kolekcjach indywidualnych
w kraju i poza granicami.m.in. Książnica Szczecińska, Polska Żegluga Morska, Ministerstwo Kultury i Sztuki, Instytut Sztuki PAN, Muzeum Narodowe w Szczecinie, Biuro Wystaw Artystycznych, Muzeum Rolnictwa w Szreniawie, Towarzystwo Ziemi Wolińskiej, Urząd Miejski i Wojewódzki w Szczecinie , Muzeum Narodowe w Zielonej Górze, Polska Akademii Nauk w Warszawie, a także w Urzędzie
Miasta i Gminy Zagórów i w Muzeum Regionalnym w Słupcy .
Próba interpretacji Jej twórczości:
Na początku swojej artystycznej drogi malowała martwe natury, akty, portrety , kompozycje figuralne, pod koniec lat 50.XX w. tematy morskie, kompozycje z piętrzącą się architekturą; powstawały pejzaże miasta składające się zgeometryzowanych, nakładających się na siebie brył , mające swoje podziały i rytmy. Ale zarzuciła ten sposób pokazywania rzeczywistości, dla niej w sumie obcy, bowiem odkryła to co naprawdę ją pasjonuje. Kochała przyrodę i lubiła przebywać wśród zieleni, najlepiej się czuła, gdy była wśród swoich” ukochanych nadwarciańskich łąk ,gdzie po raz kolejny próbowała uchwycić ten ten nastrój, to załamanie światła, ten zapach wydobywający się z rosnących dookoła ziół i polnych kwiatów. Przetwarzała obserwowane w plenerze tematy swobodnie, z dużym rozmachem
i rozbudowaną przestrzenią wprowadzając widza w swój świat. Natura, kolor i światło to jest to czemu poświęciła całe swoje artystyczne życie.
Te niewyszukane w formie, proste motywy oglądamy zawsze chętnie, wywołują w nas uczucia zespolenia z naturą. Jej malarstwo opiewało urok pól,rosnących rzędem drzew, odbijających się
w wodzie chmur, falujących łąk pełnych kwiatów i ziół. Malowała rozległe panoramiczne połacie pól ,łąki, przestrzenie nieba i ziemi, które tworzyły jedną całość. Rozbite jedynie detalem, na którym właśnie zatrzymało swój wzrok.
Cały proces twórczy zaczyna się od wyjścia w plener. Godzinami potrafi obserwować przyrodę,
a potem szybkimi ruchami ołówka czy pędzla utrwalała tę właśnie „chwile” na kartonie.
Malując w plenerze (zwłaszcza w ostatnich latach ) posługiwała się coraz częściej techniką akwareli, umożliwiała ona bowiem szybki zapis pędzlem efemeryczności podziwianego widoku; często na obrzeżach namalowanego szkicu czyniła uwagi ołówkiem, dopiero potem w szczecińskiej pracowni szkic akwarelowy nabierał właściwych kształtów...w olejnych obrazach.
Czasami malowała wielokrotnie ten sam motyw, ten sam fragment pejzażu, zawsze znajdując w nim coś nowego Rozbudowywała przestrzeń w obrazie, trochę jakby widziała całość z góry uzyskując efekt jednolitej, rozświetlonej przestrzeni. Jest przy tym bardzo zdyscyplinowana, kolor jest ważny,
ale wytonowany.
Mnóstwo akwarel i rysunków w jej szczecińskiej pracowni leżąyw starym kufrze babci Harmacińskiej, skatalogowane wedle czasu powstania z charakterystycznymi notatkami na obrzeżach dotyczącymi "warunków" powstawania szkicu typu: jaka pora dnia, godzina ,jaka pogoda ; czasami zapisywała swoje emocje, wrażenia itp. wszystko po to, aby później, gdy spośród wielu namalowanych w plenerze akwarel wybrać tylko kilka , może jedną, którą warto jeszcze raz namalować, ale już w technice olejnej. Wtedy akwarela służy jako szkic. Robiła tak od lat, rosły teczki z akwarelami, każda była potencjalnym szkicem do dalszych działań artystki.
To co najistotniejsze w obrazach Grażyny Harmacińskiej- Nyczki nie daje się uchwycić poprzez analizę formalną. W sposób bardzo szczególny, bardzo osobisty przekazuje swoje wrażenia i uczucia właśnie w pejzażach .
Osoba:)owość
Grażyna Harmacińska -Nyczka była osobą nieprzeciętną, urzekała swoją niezwykłością , nie tylko jako artystka, ale przede wszystkim jako człowiek. Zdumiewała wielowymiarowość jej osobowości
i wszechstronność zainteresowań.
Jej ogromną pasją było życie, cieszyła się każdym dniem, okruchy chwil ważnych i mniej ważnych zapisywała nie tylko pędzlem, ale także piórem w swoich dziennikach, które prowadziła ...od 1938r.
Postępująca choroba (utrudniająca i ograniczająca znacznie sprawność manualną )nie uniemożliwiła jej tworzenia. Artystka cały czas, z uporem wykonywała to co zawsze, nie odpuszczała dopóki dopóty mogła. Nie akceptowała choroby ( z którą zmagała się blisko 50 lat ), ciągle się przeciw niej buntując.
I ten bunt, ta wściekłość sprawiała że, się nie poddawała, funkcjonując na „pełnych obrotach”.
Była świetną koleżanką, cudowną przyjaciółką, znajomą, bardzo bezpośrednią i pełną emocji osobą, która miała ciągle tysiące planów, ciągle nowe pomysły. Zawsze była młoda duchem, silna mentalnie. Wyjątkowa. Do końca.
Im była starsza tym bardziej tęskniła do miejsc z dzieciństwa i młodości, które niezmiennie od lat dostarczały jej mnóstwa przeżyć, ubogacając ją nie tylko poprzez kontakt z przyrodą , ale także poprzez kontakt z mieszkańcami . Dla wielu z nich, gdy się pojawiała na uliczkach Zagórowa była symbolem zaczynającego się lata. Ktoś , kiedyś tak właśnie o niej powiedział:" przyjechała nasza malarka, to znaczy że .... jest już lato." Miała wielu przyjaciół i życzliwych ludzi, wtopiła się w ten nasz lokalny pejzaż, stanowiąc jego integralną całość.
Uwielbiała jarmarki i targi. Ten niepowtarzalny klimat wytwarzany przez handlujących i kupujących. Gdy była w Zagórowie czy w Słupcy nie przepuszczała takiej okazji. Chodziła, oglądała , kupowała, mając swoich "ulubionych" sprzedających. Na swój dyplom namalowała obraz olejny pt. "Jarmark
w Słupcy", który zaraz po obronie (1 lipca 1955r.) wysłany został do Warszawy i zaprezentowany na Ogólnopolskiej Wystawie Młodej Plastyki z okazji V Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów
w warszawskim „Arsenale” .Od samego początku ta wystawa uważana była za „wydarzenie”. Okazała się zapowiedzią październikowej ”odwilży”, była w gruncie rzeczy manifestacją postawy, odbiciem narastającego wśród młodych artystów buntu przeciw okresowi schematyzmu w sztuce.
Dom na ulicy Konińskiej w Zagórowie (dom jej babki i matki), w którym przebywała spędzając swoje wakacje, dzięki gościnności kuzyna Piotra, jej ukochany pokój - pracownia na pięterku , w którym czas jakby się zatrzymał . Ten pokój na poddaszu to był jej azyl, świątynia pełna duchów, wspomnień
z dzieciństwa i cudownych widoków. Skromne, nieomal spartańskie warunki jej nie przeszkadzały,
co więcej świadomie nic nie zmieniała, napawała się niezależnością i samowystarczalnością.
Podwórko babki (wielokrotnie przez nią malowane) i ścieżka prowadząca w dół ; na łąki, schodząc mijała po drodze piękny sad brzoskwiniowy kuzyna Mirka ( u którego w ostatnich latach spędzała swoje wakacje) wdychając zapach wiatru, skoszonej trawy. Szła , ze swoim krzesłem turystycznym i akcesoriami malarskimi, aby na kilka godzin wtopić się w naturę, ją kontemplować i malować.
Na przeciwko kościół ewangelicki , który czasami odwiedzała po sąsiedzku, a który utrwaliła w wielu obrazach. Zegar na wieży wybijał godziny ożywiajac ciszę zagórowskich uliczek swoim głośnym kurantem i hejnałem trąbki.
Zagórów, Olchowo, Oleśnicę, Skokum... pokochała i odkryła na nowo jako dorosła osoba, kiedy
z mężem Marianem i córkami Małgosią i Różą przez szereg lat, gdy przychodziła pora wakacji, przyjeżdżała ze Szczecina na "obozowisko" nad Wartą, na Olchowo , gdzie powstało mnóstwo szkiców, akwarel i obrazów olejnych utrwalających zagórowski pejzaż i koloryt nadwarciańskich miejscowości.
Do Słupcy wracała zawsze z sentymentem jako do miejsca swojego urodzenia – dom na
ul.3 Maja 21, u wujostwa Brzuśkiewiczów; jej przyjazd z Poznania, na wakacje, pod koniec czerwca 1939r. wraz z rodziną zamienił się w ponad 8- letni pobyt w Słupcy. Wybuchła II wojna Światowa Trudne lata okupacji dla młodej dziewczyny były nie tylko czasem pracy, obowiązków ale także okresem dorastania, rodzących się przyjaźni i dziewczęcej beztroski. Szczególnie ważna dla Niej była przyjaźń z Danką Rozentalówną,(jej rówieśniczką), którą poznała w szkole, w listopadzie 1940r.. Ocaliła pamięć o swojej przyjaciółce dla nas współczesnych, poprzez zachowane listy, które do siebie pisały, gdy Danka wywieziona wraz z wszystkimi słupeckimi Żydami w lipcu 1940r. została zamordowana przez hitlerowców w 1942r. Dzięki Grażynie ta piękna historia została opowiedziana, najpierw w muzeum na wystawie :Przyjaciółki (2000r.), potem językiem filmu pod tym samym tytułem
w reżyserii Wandy Różyckiej – Zborowskiej, którego premiera z udziałem Artystki miała miejsce
w Słupcy, w lutym 2010r. Było to wielkie wydarzenie artystycznie i historyczne.
Obie bohaterki już na zawsze wpisane są w historię Słupcy.
Odwiedzają Słupcę- miasto swojego urodzenia spotykała się (ostatnimi laty) z kuzynem Stasiem , koleżankami z lat młodości. Miała w Słupcy swoje ulubione "kąty", nie opuszczała uroczystości odpustowych w farze słupeckiej ku czci św. Wawrzyńca., naszych muzealnych Odpustowych Spotkań . koncertów organowych i wielu innych wydarzeń Chętnie przebywała w słupeckim parku, w którym siadając na (nieistniejącej już kamiennej ławeczce) przywoływała wspomnienia z lat młodości, które opisane przez nią w dziennikach, które pisała przez całe swoje życie, utrwalone w wielu jej obrazach zostały w niej na zawsze.
Uhonorowana statuetką Św. Wawrzyńca -patrona Odpustowego Spotkania (2010r.)odznaką Zasłużona dla Powiatu Słupeckiego(2008) zaszczytnym Honorowym obywatelstwem m. Zagórowa (2009r.),
Kochała Szczecin - miasto, w którym mieszkała, z którym utożsamiała się związana ze środowiskiem artystycznym, które współtworzyła od lat 50 XX wieku .Tutaj zamieszkała z mężem Marianem Nyczką (1925 -1986), artystą grafikiem, kolegą z roku, wraz z innymi kolegami - absolwentami uczelni sopockiej. Słynna „Grupa sopocka” stworzyła w ciągu dekady solidne ramy artystycznego, wielowymiarowego działania powołując do Życia Klub Artystyczny, później przemianowany na Klub 13 Muz, zorganizowała lokalne oddziały ZPAP i Pracownie Sztuk Plastycznych, w końcu założyła pierwszą w mieście szkołę artystyczną -Liceum Plastyczne .Tutaj urodziły się jej córki Małgorzata (1954) i Róża (1955) .Grażyna Harmacińska-Nyczka była aktywną i szalenie ważną częścią tego środowiska artystycznego .
Przywiązywała się do przedmiotów, każdy drobiazg był dla niej ważny, o czymś przypominał, z czymś lub kimś się kojarzył. Stad też w jej mieszkaniu było pełno bibelotów, zasuszonych kwiatów, książek , obrazów i... fotografii. Z nadzieją patrzyła w przyszłość, jej świat był pełen kolorów, światła ale i poczucia ulotności .Cieszyła się każdą chwilą.
Było w niej ciągle takie samo wielkie pragnienie, aby znowu przyjechać w rodzinne strony i spędzić cudowne miesiące w ukochanym Zagórowie, odwiedzić Słupcę i zanurzyć się w koloryt otaczającej przyrody, poczuć te same smaki i pooddychać zapachami czerpiąc siłę do dalszych działań , nie tylko artystycznych. Jej ostatni przyjazd w rodzinne strony to pamiętne i wyjątkowe lato 2014 roku.
Zmarła w dniu 1 listopada 2017r.w Szczecinie. Pochowana na cmentarzu komunalnym w Kościanie, zgodnie z Jej życzeniem, obok męża Mariana Nyczki .
Na zawsze w pamięci i w sercu . Moja Przyjaciółka.
Non Omnis Moriar .
Beata Czerniak
Dyrektor Muzeum Regionalnego w Słupcy
Tekst napisany dla filmu: Szkic do portretu Grażyny Harmacińskiej –Nyczki. Przejechała nasza malarka ... znaczy jest już lato (2008) w reżyserii W. Różyckiej – Zborowskiej, producent Mirosław Słowiński/ Satchwell Warszawa uzupełniony i poszerzony przez autorkę w 2026 roku z okazji 100. lecia urodzin Artystki ii odsłonięcia tablicy pamiątkowej na domu, w którym się urodziła.
Powstał w oparciu o rozmowy z Artystką, jej wspomnienia, a także o informacje zawarte
w publikacjach, katalogach, materiałach z wystaw oraz:
Jadwiga Najdowa, Szczecińska plastyka w latach 1945-1960, Szczecin 1962
Nyczka, Miasto kobiet,2018, wydawnictwo BOS Szczecin.







